Dla instruktorów
15 lat doświadczenia instruktora w 200 zdaniach
Oczekiwania warto rozwiewać możliwie szybko, ale spokojnie. Nie terapią szokową, nie brutalnym rozbijaniem cudzych wyobrażeń, tylko komunikacją. Trzeba tłumaczyć, co tu właściwie robimy, czym jest dany styl, na czym polega proces, jak działa grupa, szkoła, organizacja zajęć, partnerowanie, savoir-vivre, czego można się spodziewać, a czego nie. Początkujący potrafią mieć naprawdę wymyślne wyobrażenia. I dopiero kiedy te wyobrażenia zaczynają się uspokajać, można dokopać się do prawdziwych potrzeb.
Wtyczki Facebooka są dostępne po akceptacji cookies analitycznych.

Audioarticle
Ten artykuł jest dostępny także w wersji audio
Odtwórz wersję audio tego tekstu bez opuszczania strony.
Kiedy zaczynasz uczyć, bardzo łatwo jest patrzeć na swoją pracę w najprostszy możliwy sposób. Masz grupę, masz salę, masz materiał. Wchodzisz, prowadzisz zajęcia, wychodzisz. Na początku wydaje się, że właśnie na tym polega cały sens tego zawodu: dobrze uczyć tańca.
Dopiero po czasie zaczyna docierać, że to tylko fasada. Instruktor nie pracuje wyłącznie z materiałem, figurami i techniką. Pracuje z ludźmi, ich wyobrażeniami, potrzebami, emocjami i z całym systemem zależności, którego z początku często nawet nie widać.
Ten tekst nie jest o figurach, tylko o architekturze pracy instruktora: relacjach, oczekiwaniach, dynamice grupy i odpowiedzialności, której z zewnątrz zwykle nie widać.
Instruktor działa między kilkoma światami
Bardzo łatwo myśleć o tej pracy jak o relacji między instruktorem a kursantami. To oczywiście najważniejszy i najbardziej widoczny wymiar tej roli, ale nie jedyny. Instruktor funkcjonuje jednocześnie pomiędzy kilkoma grupami interesariuszy, z których każda ma wobec niego inne oczekiwania.
Są kursanci, ale jest też właściciel szkoły, recepcja, inni instruktorzy i wreszcie on sam, ze swoją energią, motywacją i ograniczeniami. Jeśli ktoś tego nie rozumie, bardzo szybko zaczyna się frustrować, bo wydaje mu się, że wystarczy dobrze uczyć albo nawet tylko dobrze tańczyć, a reszta sama się ułoży.
W praktyce rzadko się układa. Właściciel szkoły nie patrzy na zajęcia w taki sam sposób jak instruktor. Instruktor może widzieć proces, rozwój ludzi, atmosferę i sens pracy. Właściciel widzi również grafik, frekwencję, rentowność, przewidywalność i liczbę problemów, które trzeba rozwiązywać wokół danej grupy.
To nie jest cynizm ani brak serca do tańca. To po prostu inna odpowiedzialność. Dla właściciela kurs ma działać jako element większego systemu. Ma się utrzymać, ma nie generować ciągłych pożarów, ma dawać szkole spokój operacyjny. Instruktor, który tego nie rozumie, może mieć bardzo szlachetne intencje, ale będzie regularnie zderzał się z rzeczywistością szkoły jako organizacji.
Podobnie niedocenianą rolę odgrywa recepcja. To ona bardzo często wysyła wiadomości z przypomnieniami, publikuje promocje, rozmawia z kursantami, przyjmuje pytania, słyszy pierwsze sygnały niezadowolenia i zarządza wieloma drobnymi decyzjami, które później realnie wpływają na komfort pracy instruktora.
W tej układance jest jeszcze jeden interesariusz, o którym łatwo zapomnieć, szczególnie na początku: Ty sam.Instruktor nie jest maszyną do prowadzenia zajęć. Musi zadbać o własną świeżość, balans, motywację i o to, żeby nie wyczerpać się po cichu.
Grupa nie jest jedną grupą
Dopiero w tym całym układzie pojawiają się kursanci. I tu zaczyna się najciekawsza część, bo bardzo szybko okazuje się, że grupa nie jest jedną grupą. To tylko wygodne słowo.
W praktyce na jednej sali spotykają się ludzie, którzy przyszli z bardzo różnych powodów i z bardzo różnymi wyobrażeniami. Jedni trafili na zajęcia, bo ktoś ich namówił. Inni, bo zaczęli czuć, że coś ich omija. Jeszcze inni przyszli po relacje, po lepsze czucie siebie, większą akceptację własnego ciała, po ruch, rekreację, relaks albo po prostu po nowe środowisko.
Z zewnątrz może się wydawać, że najcenniejszym klientem jest ten, który dokładnie wie, po co przychodzi. A jednak z mojego doświadczenia najdłużej zostają często ci, którzy trafiają trochę przez przypadek. Nie mają wielkich oczekiwań, otwartą głowę i mniej ryzykują rozczarowaniem.
Potrzeby ukrywają się pod oczekiwaniami
Żeby móc pracować z ludzkimi potrzebami, najpierw trzeba przebrnąć przez oczekiwania. To one są pierwszą warstwą, z którą spotyka się instruktor. Często przesłaniają to, co jest pod spodem.
Ktoś mówi, że chce nauczyć się tańczyć świetnie. Ktoś inny, że chce szybko wejść na wyższy poziom. Jeszcze ktoś deklaruje, że interesuje go technika. Ale jeśli dobrze się temu przyjrzeć, często okazuje się, że pod tym wszystkim kryje się zupełnie inna potrzeba: odwaga, poczucie bezpieczeństwa, chęć bycia bliżej ludzi, poczucie, że „ja też mogę”.
Dlatego oczekiwania warto rozwiewać możliwie szybko, ale spokojnie. Nie terapią szokową, nie brutalnym rozbijaniem cudzych wyobrażeń, tylko komunikacją. Trzeba tłumaczyć, co tu właściwie robimy, czym jest dany styl, na czym polega proces, jak działa grupa, szkoła, organizacja zajęć, partnerowanie, savoir-vivre, czego można się spodziewać, a czego nie.
Początkujący potrafią mieć naprawdę wymyślne wyobrażenia. I dopiero kiedy te wyobrażenia zaczynają się uspokajać, można dokopać się do prawdziwych potrzeb.
Na tym etapie bardzo łatwo popełnić podstawowy błąd początkującego instruktora: próbować zaspokoić każdego kursanta jako jednostkę. To się po prostu nie uda. Od tego są lekcje prywatne. Na zajęciach grupowych nie pracujesz z trzydziestoma osobnymi światami, tylko z kategoriami potrzeb, które powtarzają się w grupie.
Poznawanie grupy wymaga czasu
O ile nie masz kilkunastoletniego doświadczenia, nie jesteś w stanie wejść na salę i jednym spojrzeniem zrozumieć, z jaką grupą masz do czynienia. Potrzebujesz czasu. Po kilku zajęciach zaczynasz widzieć schematy, po dziesięciu wydaje Ci się, że już łapiesz dynamikę.
Tylko że wtedy łatwo przeoczyć jedną rzecz: po pierwszych tygodniach często połowa grupy już nie chodzi.Bardzo często są to osoby, których potrzeb nie udało się uchwycić albo które nie znalazły swojego miejsca w tym, co działo się na zajęciach.
W efekcie zostaje grupa bardziej kompatybilna z Twoim stylem prowadzenia. I wtedy łatwo powiedzieć sobie, że „rozumiem tę grupę”, choć część tego zrozumienia bierze się z tego, że zniknęli ci mniej dopasowani.
Jednym z najprostszych narzędzi pozwalających poznać ludzi wcześniej są integracje. Z zewnątrz mogą wyglądać jak miły dodatek, ale w praktyce są jednym z najskuteczniejszych sposobów pracy z grupą. Budują relacje między kursantami i jednocześnie dają instruktorowi dużo lepszy wgląd w dynamikę ludzi poza formalną rolą z sali.
Instruktor jest na świeczniku
Musisz pamiętać, że jesteś obserwowany. Na początku nowy kursant nie ma innych odniesień. Nie zna jeszcze ludzi, zasad ani kontekstu. Patrzy na jedną osobę i na tej podstawie buduje obraz całej sytuacji. Tą osobą jesteś Ty.
Twój sposób mówienia, reakcje, zachowanie, sposób ubierania się, szacunek do czasu, podejście do ludzi - wszystko to jest dla kursanta informacją, jak wygląda norma w tej przestrzeni. W ten sposób tworzy się niepisany kodeks grupy.
Kursanci widzą Cię nie tylko na sali. Widzą Cię również w przestrzeni publicznej, w social mediach, na wydarzeniach, w innych kontekstach. Budują sobie obraz i naturalnie oczekują, że będzie on spójny.
Wizerunek instruktora nie jest więc czymś powierzchownym. To nie kwestia zdjęcia czy liczby obserwujących. To suma decyzji, reakcji i sposobu bycia. Na podstawie tego obrazu ludzie podejmują decyzję, czy chcą zostać.
Kilka rzeczy, które warto zapamiętać
- Kursanci to nie jedyne osoby, z którymi obcujesz w tym zawodzie. Zrozum perspektywę właściciela szkoły, miej recepcję za sojusznika i dbaj o relacje z innymi instruktorami.
- Nie zaspokoisz każdego kursanta jako jednostki. Na zajęciach grupowych pracujesz z grupą i powtarzalnymi kategoriami potrzeb.
- Potrzeby ukrywają się pod oczekiwaniami. Najpierw uporządkuj wyobrażenia ludzi, dopiero potem zobaczysz, co naprawdę jest pod spodem.
- Integruj. Dajesz ludziom dodatkowy powód, żeby przychodzić, a sobie przestrzeń, żeby ich naprawdę poznać.
- Bądź takim przykładem, jakim chcesz, żeby była Twoja grupa. Niespójność bardzo szybko wychodzi i trudno ją później odbudować.