Dla tancerzy

Tam, gdzie nam zależy. O pracy z głową w tańcu socialowym

Taniec socialowy to nie zawody. Ale presja, porównania i wewnętrzny krytyk działają tu tak samo jak w sporcie. Magda Kochmańska z Tanecznika wyjaśnia czym naprawdę jest trening mentalny w tańcu – i dlaczego technika nie wystarczy, jeśli głowa nie rozwija się razem z nią.

Magda Kochmańska - Tanecznik23 lutego 20265 min
Udostępnij

Wtyczki Facebooka są dostępne po akceptacji cookies analitycznych.

Tam, gdzie nam zależy. O pracy z głową w tańcu socialowym

Kiedy zaczęłam zajmować się psychologią sportu, taniec socialowy wydawał mi się kompletnie do tego nie pasować. „To nie o nas” - mówiłam sobie. „To o zawodnikach, rywalizacji, presji wyniku, medalach”.

Przecież my tańczymy dla przyjemności. Dla samego bycia na parkiecie, dla radości z ruchu i muzyki. Wspieramy się, a nie rywalizujemy, nie walczymy o podium, nie liczymy punktów.

A jednak, im więcej poznawałam psychologię sportu, tym wyraźniej rozumiałam, że presja i porównania nie są zarezerwowane dla zawodów. Są wszędzie tam, gdzie nam zależy, gdzie chcemy się wykazać, rozwijać i czuć, że robimy coś naprawdę dobrze.

Bo choć nie ma sędziów - inne osoby nas obserwują. Choć nie ma punktów, łatwo wpaść w pułapkę porównań. Nie ma medali, a jednak odczuwamy presję nieustannego rozwoju. I przede wszystkim jest nasza własna głowa, która właśnie wtedy, gdy ma wydarzyć się coś ważnego, zaczyna mówić:

  • „Powinnaś już umieć więcej”.
  • „Widać, że się denerwujesz”.
  • „Ona chyba czuje, że nie ogarniasz”.
  • „Nie nadajesz się”.

Trening mentalny to nie tylko „pewność siebie”

Wyobraź sobie taki wieczór. Jesteś na imprezie, DJ gra Twoje ulubione kawałki, na sali jest pełno ludzi. Widzisz kilka osób, z którymi bardzo chcesz zatańczyć. Serce bije szybciej, ale w środku zaczyna się rozmowa: „Jaki poziom na parkiecie”, „Dlaczego ja się tak spinam?”, „Na pewno mi odmówi”, „Jak się pomylę, wszyscy to zobaczą”.

I nagle okazuje się, że zamiast tańczyć - stoisz w tym samym miejscu i masz coraz mniejszą ochotę wyjść na parkiet.

Właśnie w takich momentach zaczęłam rozumieć, czym naprawdę jest trening mentalny. To nie są afirmacje przed lustrem i nie chodzi o hasło „muszę być pewna siebie”. To umiejętność poradzenia sobie z tym, co dzieje się w środku, kiedy bardzo nam zależy.

Po co mi cel, skoro tańczę dla przyjemności?

Wiele osób myśli, że skoro nie startujemy w zawodach, to nie potrzebujemy pracy z celami. A przecież cel nie musi oznaczać czegoś wielkiego. Celem może być swobodniejszy taniec, odwaga do wyjścia na środek parkietu, mniej unikania trudniejszych partnerów czy większy spokój przy nagrywce.

Bez świadomości celu łatwo wpaść w poczucie, że „ciągle za mało”. Warsztat za warsztatem, event za eventem, a w głowie myśl: „nadal nie jestem tam, gdzie powinnam być”.

Trening mentalny pomaga się zatrzymać i zapytać:

  • dokąd właściwie idę?
  • dlaczego tańczę?
  • kim chcę się w tym stawać?

Postęp nie jest linią prostą

W tańcu socialowym wytrwałość jest cicha. Nikt jej nie nagradza medalem czy dyplomem. Czasem przez miesiące wydaje się, że stoisz w miejscu i wszyscy idą szybciej. A prawda jest taka, że rozwój rzadko wygląda jak idealna rosnąca linia.

Trening mentalny nauczył mnie zauważać małe zmiany: jedno spokojniejsze wejście w taniec, jedno „nie uciekłam”, jedno „wróciłam do muzyki zamiast do porównań”. To właśnie z tych drobnych momentów buduje się poczucie skuteczności.

Największy mit

Przez długi czas wierzyłam, że kiedy będę tańczyć lepiej, przestanę się stresować. Dziś wiem, że to tak nie działa. Im wyższy poziom, tym większa widoczność i większe oczekiwania, a więc często też większa presja.

Jeśli głowa nie rozwija się razem z umiejętnościami, presja nie znika - tylko zmienia formę. Zamiast „czy ja się nadaję?” pojawia się „czy utrzymam poziom?”.

Trening mentalny nie usuwa stresu. Uczy, jak z nim tańczyć. Nie usuwa wątpliwości, ale pomaga nie traktować ich jak prawdy absolutnej.

To nie jest o wygrywaniu

W tańcu socialowym trening mentalny nie służy zdobywaniu medali. Służy jakości doświadczenia. Chodzi o to, żeby nie sabotować swojej przyjemności przez porównania, rozwijać się z wytrwałością, a nie przymusem, i skupiać się na tym, na co mamy wpływ.

Bo odwaga w tańcu nie polega na braku stresu. Polega na tym, że mimo stresu robisz krok.

↩ Wróć do listy artykułów