Blog

Tancerz ≠ instruktor ≠ właściciel

Widziałem wielu świetnych tancerzy, którzy uczyli - ale nie byli instruktorami. Były zajęcia, była sala, byli ludzie. Ale ciężar zajęć znajdował się tuż przy lustrze, a nie na środku parkietu.

Jakub Nowak7 stycznia 2026
Udostępnij

Wtyczki Facebooka są dostępne po akceptacji cookies analitycznych.

Tancerz, instruktor, właściciel - okładka

Uczyłem tańca od osiemnastego roku życia. Przez lata przewinęły się przez moje zajęcia tysiące osób. Obserwowałem, jak kursanci zaczynali myśleć o sobie jako o tancerzach (to zawsze piękny moment). A niektórzy zaczynali uczyć innych, bywali instruktorami (równie piękne chwile).

Obserwowanie środowiska zawsze budziło we mnie dysonans w jednej kwestii - kto może zostać instruktorem i czego potrzeba, żeby uczyć innych. Nie ma przecież żadnych formalnych wymagań, licencji (tzn. są kursy instruktorskie, ale nie oszukujmy się - komu to potrzebne i kto to sprawdza?). Czy to naturalne, że najlepsi tancerze zostają instruktorami? Albo inaczej - czy wystarczy dobrze tańczyć, żeby uczyć innych tańca?

Tancerz i instruktor nie robią tego samego

Instruktor musi być dobrym tancerzem. Taniec jest wizualny, oparty na ciele, jakości ruchu i estetyce. Bez tego trudno o zaufanie i autorytet. Ale to nie może być wszystko. To nie może być skill jeden do jednego: „jak umiem tańczyć, to nauczę tańczyć innych”. Moim zdaniem bycie instruktorem zaczyna się tam, gdzie kończy się koncentracja na sobie.

Tancerz pracuje nad własnym ruchem, ekspresją i czuciem ciała. Instruktor pracuje z ludźmi. Z ich tempem, lękami, ambicjami, frustracjami. Z grupą, która nigdy nie jest jednorodna, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak wygląda.

Widziałem wielu świetnych tancerzy, którzy uczyli - ale nie byli instruktorami - byli tancerzami, którzy uczą tańczyć. Były zajęcia, była sala, byli ludzie. Ale ciężar zajęć znajdował się tuż przy lustrze, a nie na środku parkietu.

Instruktor jest rolą „na zewnątrz”. To praca, w której uwaga musi być skierowana na drugiego człowieka.

Instruktor działa bardzo blisko emocji. Musi czytać dynamikę grupy, napięcia, sympatie, momenty wycofania i momenty nadmiernej ambicji. Musi reagować na rzeczy, które nie mają nic wspólnego z techniką, a mają ogromny wpływ na to, czy grupa zostanie razem.

To praca wymagająca empatii, cierpliwości i uważności. Nie tylko wiedzy i umiejętności.

W środowisku tanecznym często mówi się o pasji, energii, charyzmie. Rzadziej o tym, że instruktor bardzo szybko staje się punktem odniesienia dla ludzi - nie tylko na sali, ale też poza nią. Sposób mówienia, reagowania i prowadzenia zajęć buduje poczucie bezpieczeństwa albo napięcia. To rzeczy, które trudno zmierzyć, ale łatwo odczuć.

Widoczność, promocja i cienka granica

Dziś instruktorzy funkcjonują także w przestrzeni publicznej: social media, zdjęcia, nagrania, relacje. To stało się częścią krajobrazu branży. Widoczność pomaga, przyciąga ludzi, buduje rozpoznawalność.

I właśnie tutaj pojawia się napięcie. Instruktor skupiony jednocześnie na człowieku i na własnej ekspozycji to instruktor z rozdwojeniem osobowości. To jest odczuwalne w dłuższej perspektywie w jakości relacji, którą tworzy ze swoimi kursantami.

Dodatkowym obciążeniem jest sytuacja, w której szkoły przenoszą ciężar promocji na instruktorów. Zajęcia stają się produktem, a relacja narzędziem marketingowym. Instruktor ma jednocześnie prowadzić grupę i ją sprzedawać.

To zmienia jakość kontaktu. Skraca „życie” grup. Sprawia, że relacja szybciej się zużywa. Kursanci pojawiają się i znikają, często bez powrotów, bo wypala się „to coś”.

Dlatego bycie instruktorem (takim prawdziwym, zawodowym - nie jako odskocznia raz w tygodniu) i właścicielem to zadanie karkołomne. Instruktor funkcjonuje w relacji. Właściciel w strukturze. Instruktor pracuje w mikroskali - spotkanie po spotkaniu. Właściciel myśli w cyklach, kosztach i stabilności.

Może wydawać się, że nie ma nic lepszego niż prowadzić zajęcia w swojej własnej szkole. Bycie tancerzem, bycie instruktorem i bycie właścicielem mają wspólne fragmenty. Ten sam parkiet, ta sama sala, często ci sami ludzie. Ale każda z tych ról zaczyna tworzyć własną przestrzeń, własny rytm i własne napięcia.

Przez długi czas prowadziłem zajęcia pięć, a nawet siedem dni w tygodniu. Dużo tańca, dużo ludzi, ciągły ruch - więc moje umiejętności taneczne nie spadały. Kreatywność też nie. Ale nie potrafiłem się już nazwać tancerzem. Byłem instruktorem z krwi, kości i powołania. Nadal się uczyłem, trenowałem, rozwijałem - z tą różnicą, że robiłem to już głównie po to, żeby lepiej uczyć innych.

Mentalnie przestałem być tancerzem. Taniec dla siebie zniknął z kalendarza. Treningi, imprezy i taniec dla samej tylko przyjemności przestały istnieć. Wszystko było podporządkowane jednej roli - instruktora. To moja historia. Nie każdego to czeka, choć takie jest ryzyko.

Gdy instruktor zostaje menedżerem

Poznałem też inne role. Zostałem właścicielem, zostałem też menedżerem w dużej szkole. Zamiast rytmu zajęć pojawił się rytm problemów organizacyjnych. Grafik, ludzie, decyzje, odpowiedzialność. Pięć dni w tygodniu życie szkołą, a nie salą.

To był moment wyraźnego kryzysu tożsamościowego. Zdarzało się, że na ten sam temat miałem dwie sprzeczne opinie: jedną jako instruktor, drugą jako menedżer. Każda z nich była logiczna w swoim kontekście. To nie był chaos. Raczej próba pogodzenia światów, które miały inne potrzeby i inne priorytety.

To nie tylko moja perspektywa

Znałem wielu instruktorów, którzy decydowali się otworzyć własne szkoły. Nie dlatego, że marzyli o byciu przedsiębiorcami. Często dlatego, że chcieli uczyć na własnych zasadach, być bliżej ludzi, tworzyć coś swojego.

Formalności przyszły szybko. ZUS, VAT, umowy, koszty. Rzeczy, które trudno pogodzić z codziennym byciem na sali i z relacją z kursantami. Wielu z nich zamykało szkoły szybciej, niż je otwierało. Uciekali, zanim zdążyli stracić to, co było dla nich najważniejsze - bycie tancerzem i instruktorem.

Zarządzanie szkołą i bycie blisko ludzi to napięcie, które trudno rozładować w jednej osobie.

Ciekawym przypadkiem są szkoły markowane nazwiskiem. Z zewnątrz wyglądają jak miejsca bardzo osobiste. Kojarzą się z bliskością, autorytetem, twarzą założyciela.

W praktyce działają inaczej. Osoby, których nazwiska są marką, rzadko zajmują się operacyjnym prowadzeniem szkoły. Decyzje strategiczne - tak. Codzienność - nie. Od tego są menedżerowie.

Egurrola nie negocjuje wynajmu lokali, a Hakiel nie układa grafiku w swojej szkole - mają swoich menedżerów. To właśnie ten podział sprawia, że całość działa długoterminowo. Pozwala właścicielowi zachować kontakt z ludźmi w sposób, który nie koliduje z odpowiedzialnością za strukturę.

W tej branży wszyscy jesteśmy artystami. Tancerze, instruktorzy, właściciele - każdy na swój sposób. Taniec, nauczanie i prowadzenie szkoły są różnymi formami twórczości. Każda wymaga obecności, skupienia, energii i pasji.

Ja w pewnym momencie zdecydowałem się zostawić rolę instruktora. Nie dlatego, że przestała być ważna. Dlatego, że chciałem przenieść uwagę na inny poziom - na słuchanie szkół, ich potrzeb, na tworzenie narzędzi i rozwiązań, których w tej branży długo brakowało.

Nie da się być wszystkim, jeśli chce się być w czymś dobrym.

Jak dziś widzę te role?

Dziś patrzę na to tak:

  • tancerz skupia się na sztuce, odczuciu, pięknie, medytacji w ruchu,
  • instruktor skupia się na drugim człowieku, jego rozwoju i grupie,
  • właściciel organizuje przestrzeń, w której dwie pozostałe role mogą się spełniać.

Te role nie są lepsze ani gorsze. Są różne. Każda z nich zasługuje na pełną uwagę.

I jeśli miałbym jakiś apel na koniec - ogólny, nie dla wszystkich, ale może dla Ciebie:

Właścicielu: to co robisz jest niesamowicie ważne i odpowiedzialne - pozwól instruktorom robić to, w czym są najlepsi i nie obciążaj ich odpowiedzialnością organizacyjną.

Instruktorze: pamiętaj dla kogo to robisz. Oczywiste, że musisz dbać o swoją markę, zasięgi, ale niech ta marka i zasięgi czemuś służą.

Tancerzu: właściciel robi co może, musi podejmować trudne decyzje - szanuj go za to, że tworzy przestrzeń, w której możesz poznawać i eksplorować swoje pasje. Instruktor ma trudniejszą pracę, niż sobie wyobrażasz - sala, wydarzenia, instagramy: jest na świeczniku non stop i ciągle nie wie czy robi to dobrze. Okaż mu swoje wsparcie, jeśli uważasz, że jednak dobrze to robi.

↩ Wróć do listy artykułów