Blog
Tancerz ≠ instruktor ≠ właściciel
Widziałem wielu świetnych tancerzy, którzy uczyli - ale nie byli instruktorami. Były zajęcia, była sala, byli ludzie. Ale ciężar zajęć znajdował się tuż przy lustrze, a nie na środku parkietu.
Wtyczki Facebooka są dostępne po akceptacji cookies analitycznych.

Uczyłem tańca od osiemnastego roku życia. Przez lata przewinęły się przez moje zajęcia tysiące osób. Obserwowałem, jak kursanci zaczynali myśleć o sobie jako o tancerzach (to zawsze piękny moment). A niektórzy zaczynali uczyć innych, bywali instruktorami (równie piękne chwile).
Obserwowanie środowiska zawsze budziło we mnie dysonans w jednej kwestii - kto może zostać instruktorem i czego potrzeba, żeby uczyć innych. Nie ma przecież żadnych formalnych wymagań, licencji (tzn. są kursy instruktorskie, ale nie oszukujmy się - komu to potrzebne i kto to sprawdza?). Czy to naturalne, że najlepsi tancerze zostają instruktorami? Albo inaczej - czy wystarczy dobrze tańczyć, żeby uczyć innych tańca?
Tancerz i instruktor nie robią tego samego
Instruktor musi być dobrym tancerzem. Taniec jest wizualny, oparty na ciele, jakości ruchu i estetyce. Bez tego trudno o zaufanie i autorytet. Ale to nie może być wszystko. To nie może być skill jeden do jednego: „jak umiem tańczyć, to nauczę tańczyć innych”. Moim zdaniem bycie instruktorem zaczyna się tam, gdzie kończy się koncentracja na sobie.
Tancerz pracuje nad własnym ruchem, ekspresją i czuciem ciała. Instruktor pracuje z ludźmi. Z ich tempem, lękami, ambicjami, frustracjami. Z grupą, która nigdy nie jest jednorodna, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak wygląda.
Widziałem wielu świetnych tancerzy, którzy uczyli - ale nie byli instruktorami - byli tancerzami, którzy uczą tańczyć. Były zajęcia, była sala, byli ludzie. Ale ciężar zajęć znajdował się tuż przy lustrze, a nie na środku parkietu.
Instruktor jest rolą „na zewnątrz”. To praca, w której uwaga musi być skierowana na drugiego człowieka.
Instruktor działa bardzo blisko emocji. Musi czytać dynamikę grupy, napięcia, sympatie, momenty wycofania i momenty nadmiernej ambicji. Musi reagować na rzeczy, które nie mają nic wspólnego z techniką, a mają ogromny wpływ na to, czy grupa zostanie razem.
To praca wymagająca empatii, cierpliwości i uważności. Nie tylko wiedzy i umiejętności.
W środowisku tanecznym często mówi się o pasji, energii, charyzmie. Rzadziej o tym, że instruktor bardzo szybko staje się punktem odniesienia dla ludzi - nie tylko na sali, ale też poza nią. Sposób mówienia, reagowania i prowadzenia zajęć buduje poczucie bezpieczeństwa albo napięcia. To rzeczy, które trudno zmierzyć, ale łatwo odczuć.
Widoczność, promocja i cienka granica
Dziś instruktorzy funkcjonują także w przestrzeni publicznej: social media, zdjęcia, nagrania, relacje. To stało się częścią krajobrazu branży. Widoczność pomaga, przyciąga ludzi, buduje rozpoznawalność.
I właśnie tutaj pojawia się napięcie. Instruktor skupiony jednocześnie na człowieku i na własnej ekspozycji to instruktor z rozdwojeniem osobowości. To jest odczuwalne w dłuższej perspektywie w jakości relacji, którą tworzy ze swoimi kursantami.
Dodatkowym obciążeniem jest sytuacja, w której szkoły przenoszą ciężar promocji na instruktorów. Zajęcia stają się produktem, a relacja narzędziem marketingowym. Instruktor ma jednocześnie prowadzić grupę i ją sprzedawać.
To zmienia jakość kontaktu. Skraca „życie” grup. Sprawia, że relacja szybciej się zużywa. Kursanci pojawiają się i znikają, często bez powrotów, bo wypala się „to coś”.
Dlatego bycie instruktorem (takim prawdziwym, zawodowym - nie jako odskocznia raz w tygodniu) i właścicielem to zadanie karkołomne. Instruktor funkcjonuje w relacji. Właściciel w strukturze. Instruktor pracuje w mikroskali - spotkanie po spotkaniu. Właściciel myśli w cyklach, kosztach i stabilności.
Może wydawać się, że nie ma nic lepszego niż prowadzić zajęcia w swojej własnej szkole. Bycie tancerzem, bycie instruktorem i bycie właścicielem mają wspólne fragmenty. Ten sam parkiet, ta sama sala, często ci sami ludzie. Ale każda z tych ról zaczyna tworzyć własną przestrzeń, własny rytm i własne napięcia.
Przez długi czas prowadziłem zajęcia pięć, a nawet siedem dni w tygodniu. Dużo tańca, dużo ludzi, ciągły ruch - więc moje umiejętności taneczne nie spadały. Kreatywność też nie. Ale nie potrafiłem się już nazwać tancerzem. Byłem instruktorem z krwi, kości i powołania. Nadal się uczyłem, trenowałem, rozwijałem - z tą różnicą, że robiłem to już głównie po to, żeby lepiej uczyć innych.
Mentalnie przestałem być tancerzem. Taniec dla siebie zniknął z kalendarza. Treningi, imprezy i taniec dla samej tylko przyjemności przestały istnieć. Wszystko było podporządkowane jednej roli - instruktora. To moja historia. Nie każdego to czeka, choć takie jest ryzyko.
Gdy instruktor zostaje menedżerem
Poznałem też inne role. Zostałem właścicielem, zostałem też menedżerem w dużej szkole. Zamiast rytmu zajęć pojawił się rytm problemów organizacyjnych. Grafik, ludzie, decyzje, odpowiedzialność. Pięć dni w tygodniu życie szkołą, a nie salą.
To był moment wyraźnego kryzysu tożsamościowego. Zdarzało się, że na ten sam temat miałem dwie sprzeczne opinie: jedną jako instruktor, drugą jako menedżer. Każda z nich była logiczna w swoim kontekście. To nie był chaos. Raczej próba pogodzenia światów, które miały inne potrzeby i inne priorytety.
To nie tylko moja perspektywa
Znałem wielu instruktorów, którzy decydowali się otworzyć własne szkoły. Nie dlatego, że marzyli o byciu przedsiębiorcami. Często dlatego, że chcieli uczyć na własnych zasadach, być bliżej ludzi, tworzyć coś swojego.
Formalności przyszły szybko. ZUS, VAT, umowy, koszty. Rzeczy, które trudno pogodzić z codziennym byciem na sali i z relacją z kursantami. Wielu z nich zamykało szkoły szybciej, niż je otwierało. Uciekali, zanim zdążyli stracić to, co było dla nich najważniejsze - bycie tancerzem i instruktorem.
Zarządzanie szkołą i bycie blisko ludzi to napięcie, które trudno rozładować w jednej osobie.
Ciekawym przypadkiem są szkoły markowane nazwiskiem. Z zewnątrz wyglądają jak miejsca bardzo osobiste. Kojarzą się z bliskością, autorytetem, twarzą założyciela.
W praktyce działają inaczej. Osoby, których nazwiska są marką, rzadko zajmują się operacyjnym prowadzeniem szkoły. Decyzje strategiczne - tak. Codzienność - nie. Od tego są menedżerowie.
Egurrola nie negocjuje wynajmu lokali, a Hakiel nie układa grafiku w swojej szkole - mają swoich menedżerów. To właśnie ten podział sprawia, że całość działa długoterminowo. Pozwala właścicielowi zachować kontakt z ludźmi w sposób, który nie koliduje z odpowiedzialnością za strukturę.
W tej branży wszyscy jesteśmy artystami. Tancerze, instruktorzy, właściciele - każdy na swój sposób. Taniec, nauczanie i prowadzenie szkoły są różnymi formami twórczości. Każda wymaga obecności, skupienia, energii i pasji.
Ja w pewnym momencie zdecydowałem się zostawić rolę instruktora. Nie dlatego, że przestała być ważna. Dlatego, że chciałem przenieść uwagę na inny poziom - na słuchanie szkół, ich potrzeb, na tworzenie narzędzi i rozwiązań, których w tej branży długo brakowało.
Nie da się być wszystkim, jeśli chce się być w czymś dobrym.
Jak dziś widzę te role?
Dziś patrzę na to tak:
- tancerz skupia się na sztuce, odczuciu, pięknie, medytacji w ruchu,
- instruktor skupia się na drugim człowieku, jego rozwoju i grupie,
- właściciel organizuje przestrzeń, w której dwie pozostałe role mogą się spełniać.
Te role nie są lepsze ani gorsze. Są różne. Każda z nich zasługuje na pełną uwagę.
I jeśli miałbym jakiś apel na koniec - ogólny, nie dla wszystkich, ale może dla Ciebie:
Właścicielu: to co robisz jest niesamowicie ważne i odpowiedzialne - pozwól instruktorom robić to, w czym są najlepsi i nie obciążaj ich odpowiedzialnością organizacyjną.
Instruktorze: pamiętaj dla kogo to robisz. Oczywiste, że musisz dbać o swoją markę, zasięgi, ale niech ta marka i zasięgi czemuś służą.
Tancerzu: właściciel robi co może, musi podejmować trudne decyzje - szanuj go za to, że tworzy przestrzeń, w której możesz poznawać i eksplorować swoje pasje. Instruktor ma trudniejszą pracę, niż sobie wyobrażasz - sala, wydarzenia, instagramy: jest na świeczniku non stop i ciągle nie wie czy robi to dobrze. Okaż mu swoje wsparcie, jeśli uważasz, że jednak dobrze to robi.
↩ Wróć do listy artykułów